Cześć wszystkim.
Ten rozdział miał być już jakieś 2 dni temu, ale miałam problemy z ocenami i... mama zabrała mi komputer. Nie fajnie.
Ale za to, postanowiłam Wam to wynagrodzić i napisać długi rozdział :)
Zmieniłam też trochę wygląd bloga.
Możecie zapisywać się do informowanych tu : klik
Chyba nie muszę pisać, że pochyły druk oznacza wspomnienia? :)
__________________________________________________
Brooke's POV
Justin nie zdążył dobrze zaparkować auta, a ja już biegłam w stronę szklanych drzwi. Wspięłam się szybko po schodach prowadzących do budynku prawie się przewracając i gdy byłam już w środku odszukałam wzrokiem recepcję.
W tej chwili mało obchodziło mnie czy Justin biegł za mną. Szybko dotarłam do wcześniej wyznaczonego sobie celu.
-Przepraszam. - powiedziałam zdyszana. -Szukam Roba Westmore.
Kobieta w białym uniformie popatrzyła na mnie, po czym burknęła pod nosem, żebym zaczekała. Wetknęła nos w jakieś papiery, pokiwała głową i przeniosła wzrok na ekran komputera. Kiedy przeskakiwałam z nogi na nogę w miejscu, poczułam jak ręka Justina gładzi moje plecy. Uśmiechnęłam się do niego słabo, kiedy moje niebieskie oczy spotkały się z jego brązowymi.
-Pokój 254, 3 piętro. -Mandy, bo takie imię przyszyte było do jej kostiumu, przeczytała nie odrywając wzroku od monitora.
Podziękowałam jej i ruszyłam do drzwi, które zostały oznakowane jako klatka schodowa.
Weszliśmy na odpowiedni oddział. Zaczęłam szukać prawidłowego numeru na drzwiach.
-Hej, Brooke. To tutaj. - Justin szepnął na tyle głośno, bym usłyszała.
Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć gdzie jest. Stał przodem do mnie, a palcem pokazywał na białe drewno z przyczepioną tabliczką. Podeszłam do niego niepewnie.
Nie widziałam ojca od tylu lat, a teraz miałam tam po prostu wejść? Nie mam pojęcia jak wygląda. Nie pamiętam go. A jakby tego było mało to obraz człowieka leżącego tam w bandażach i Bóg wie co jeszcze, zamieszkały w mojej głowie.
Kiedy zobaczyłam dzisiaj ten reportaż w wiadomościach, wiedziałam, że muszę tu przyjechać. Bez względu na wszystko.
Oczywiście, pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do mamy. Ona nie może tu być, nawet jakby chciała... chociaż nie chce. Nie pozwoliła mi tu przyjść. Nie musi wiedzieć, że jednak tu jestem. Nie dowie się, prawda?
Justin położył uspokajająco rękę na moich plecach i zachęcił mnie ruchem głowy. Chwyciłam klamkę i jeszcze raz spojrzałam na niego, po czym otworzyłam drzwi. Pierwszym co zobaczyłam po przekroczeniu progu, były maszyny. Maszyny podpięte do ciała mojego ojca. Przestraszyłam się, kiedy moje oczy znalazły jego. Oczekiwałam, że będzie spał.
Chcąc czy nie chcąc, weszłam dalej. Usłyszałam tylko odgłos zamykanych drzwi. Justin oparł się o ścianę koło nich. Uważałam, że najlepiej będzie jak wejdzie ze mną. Nie wiem czemu tak zdecydowałam. Nie znałam go prawie wcale, a czułam, że mogę powiedzieć mu wszystko.
-Cześć, tato. - podeszłam jeszcze bliżej, po czym wyciągnęłam rękę pod łóżko i wysunęłam sobie krzesełko.
-Brooke... - szepnął, a jego twarz momentalnie się rozjaśniła. -Jak ty wyrosłaś. - cały czas mówił, jakby każda najmniejsza sylaba sprawiała mu trudność.
Wyrosłam? Oczywiście, że tak. Nienawidzę takiej gadki, jak z filmów. Mimo wszystko starałam się uśmiechać.
-Wiesz może, jak się tu dostałem? - przerwał ciszę, głośno przełykając ślinę.
-Mówili o wszystkim w telewizji. - spuściłam wzrok na swoje ręce.
Następne 15 minut spędziłam na opowiadaniu ojcu wszystkiego czego się dowiedziałam.
Justin's POV
-Justin, chodź tutaj! - usłyszałem krzyk Brooke z drugiego pokoju.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z kuchni. Zobaczyłem ją wpatrującą się tępo w ekran telewizora. Szybko podążyłem tam wzrokiem. Leciały poranne wiadomości. Na pozór nic ciekawego. Podszedłem nieco bliżej, żeby lepiej widzieć.
Pokazywali palący się budynek więzienny z lotu ptaka. Czemu Brooke miałaby się tym przejąć?
-Jeden z więźniów podpalił prawe skrzydło budynku. Ewakuowano wszystkich ludzi. 54 osoby są ranne, zostały przewiezione od razu do pobliskiego szpitala. - reporter czytał uważnie wszystkie wiadomości. -Nadal nie wiadomo jak narzędzie wytwarzające ogień dostało się w ręce więźnia.
Brooke wyłączyła telewizor i odwróciła się do mnie. W jej oczach widziałem łzy. Nie mając pojęcia o co chodzi podbiegłem do niej. Rzuciła się z płaczem w moje ramiona.
-Co się dzieje, Brooke? - spytałem cicho, gładząc jej plecy.
-Mój ojciec... - urwała na chwilę i odsunęła się ode mnie. -On był w tym więzieniu.
Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. Stała nadal przede mną, a jej wargi drżały niespokojnie.
-Możesz mnie zawieźć... .
-Chodź, jedziemy. - przerwałem jej i wyciągnąłem kluczyki od samochodu z kieszeni.
Brooke's POV
Patrzyłam przez okno na mijające nas drzewa. Chciałam odpocząć po tak ciężkim dniu. Marzyłam o spokoju.
Justin właśnie wiózł mnie do domu. Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Co jakiś czas jednak czułam jego wzrok na mnie. Odwróciłam się do niego dopiero kiedy wjechaliśmy na podjazd.
Justin wyciągnął kluczyki ze stacyjki i wysiadł z samochodu. Okrążył go i otworzył drzwi pasażera. Podał mi rękę, na co odpowiedziałam mu uśmiechem.
-Dziękuję za wszystko. To dużo dla mnie znaczy. - popatrzyłam w jego oczy, a za moment przeniosłam wzrok na swoje buty.
-To nic. - uśmiechnął się do mnie szeroko, co wywołało uśmiech też na mojej twarzy. -Jak będziesz potrzebować pomocy, zadzwoń.
Uśmiechnęłam się tylko i znowu moje oczy powędrowały w dół.
-Nie lubię jak spuszczasz wzrok. - Justin przytrzymał mój podbródek i zbliżył się na niebezpieczną odległość.
Odgarnął kosmyk włosów, który opadł na moją twarz. Zbliżył się jeszcze bardziej. Cały ten czas patrzyliśmy sobie w oczy.
W jednej chwili Justin złączył nasze usta. Jedną ręką trzymał mnie w talii, a drugą gładził mój policzek. Uśmiechnął się przez pocałunek, kiedy miał całkowitą pewność, że się od niego nie odsunę.
Oparł swoje czoło o moje i wpatrywał się we mnie. Widziałam w jego oczach iskierki radości. Żal mi było przerwać tą chwilę.
-Słuchaj, muszę już iść. - powiedziałam cicho i przygryzłam wargę.
-Jasne, do zobaczenia jutro w szkole. - puścił mnie i skierował się w stronę samochodu.
Stephanie's POV
Widziałam Brooke wchodzącą do szkoły, ale gdzie, do cholery, podziała się potem?
Szłam właśnie główną drogą w celu porozmawiania z nią. Na podjeździe stało auto, które na pewno nie należało do mojej przyjaciółki.
Stanęłam za żywopłotem i wychyliłam się lekko. Nie mogłam uwierzyć w to, co się tam działo...
Brooke's POV
Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, ciężko wzdychając.
Co się właśnie stało?
Udałam się do kuchni. Byłam cholernie głodna. Podeszłam do lodówki, a moją uwagę przykuła kartka wisząca na oknie.
Pożałujesz, że go pocałowałaś, suko.
Ja pierdole...
jest świetne :) Czekam nn
OdpowiedzUsuńOmg świetne *.*
OdpowiedzUsuńŚwietne. <33
OdpowiedzUsuńomonomonnomonomonomnomnonmon *o*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział!
OdpowiedzUsuńawwwwww *.* swietny rozdzial
OdpowiedzUsuńhdsjhcuisdhvcjkdsv8sahdvjsadiuchvsdkjvsiuvsdvhsavsbvhsjv<3
OdpowiedzUsuń